American Horror Story
Horror to bardzo niejednolity gatunek i różne są wobec niego wymagania. Jedni uważają (cytat dosłowny), że "nie ma mowy o horrorze, jeśli nie ma dużo krwi", inni - że prawdziwy horror jest wtedy, kiedy człowiek ma ochotę schować się pod kołdrą/kocem, a potem boi spać po ciemku. Osobiście nie jestem fanem filmów gore i zdecydowanie preferuję filmy należące do drugiej kategorii. Oprócz tego uwielbiam też stawiane przeze mnie na innej półce filmy grozy - takie jak ekranizacje powieści Brama Stokera lub Mary Shelley, w których nie ma krwi, w zasadzie nie ma się czego bać, ale za to budujące specyficzny nastrój mrocznych tajemnic i niepokoju.
Na podstawie tego wstępu łatwo przewidzieć, że ideałem horroru jest film, jak to się mówi, "klimatyczny", który jednocześnie skutecznie zniechęci mnie do wchodzenia do ciemnych pomieszczeń bez uprzedniego włączenia światła. Takich perełek jest jednak niewiele. Na szczęście jednak zupełnym przypadkiem zobaczyłem raz reklamę serialu "American Horror Story" i postanowiłem sprawdzić, o czym rzecz. Nie żałuję.