piątek, 7 marca 2014

Gandahar - raj utracony

Gandahar

Francja 1988
Scenariusz i reżyseria: Rene Laloux
Na podstawie powieści Jean-Pierre Andrevon "Les Hommes-machines contre Gandahar"

Miałem spory problem, jak uczcić skromny fakt umieszczenia setnego wpisu na blogu. Zastanawiałem się, czy poświęcić go jakiemuś ambitnemu dla odmiany dziełu światowej kinematografii, ale to by jakoś do mnie chyba nie pasowało. Z drugiej strony "byle fantastyka" też nie licuje z powagą chwili... I nagle mnie olśniło: opiszę swój pierwszy kontakt z "dorosłą" animacją. Był to "Gandahar" - piękna wizja rajskiej krainy, w której człowiek żyje w zgodzie z przyrodą, a jednocześnie na swój sposób mroczna i ponura przestroga, jak łatwo to wszystko stracić przez kilka nierozważnych czynów. Film ten obejrzałem na VHS, pierwszy raz w wieku może 12 lat i po prawdzie przesłanie filmu chyba nie całkiem do mnie dotarło. Na szczęście film zapadł mi w pamięć i parę razy jeszcze do niego wracałem.


Scenariusz "Gandaharu" powstał na podstawie powieści z 1967 roku opowiadającej o rajskiej krainie nazywającej się Gandahar właśnie. Jej mieszkańcy żyją w pokoju i dostatku, nie znają głodu i chorób. Idylla zostaje zakłócona przez przybyłych zza oceanu metalowych ludzi - Ferroidów, którzy wszystkich napotkanych ludzi zamieniają w kamień, a potem wywożą w nieznane. Wszelkie sposoby obrony zawodzą - w tej sytuacji władcy Gandaharu wysyłają wojownika Sylvaina z misją wykrycia słabego punktu najeźdźców. Pomaga mu zakochana w nim Airelle - jedyna ocalała ze zniszczonej przez wroga wioski - oraz Transformery, zdeformowane istoty o nadnaturalnych zdolnościach, stworzone przed wiekami przez samych Gandaharian.

"Gandahar" urzekł mnie 20 lat temu, urzeka i dzisiaj. Film jest zupełnie inny od współczesnych produkcji tego typu: akcja rozwija się bez zbędnego pośpiechu, twórcy nie bali się długich czasem i złożonych dialogów oraz odrobiny filozofowania, a największy nacisk położyli na klimat. Częste są w filmie sceny mające charakter przerywników, gdzie widzimy wędrujących bohaterów, ludzi lub inne istoty podczas ich codziennych czynności. Wszystko po to, żeby przenieść widza w inny świat i pozwolić mu go zrozumieć. Przy okazji można też pojąc ogrom misji Sylvaina - nie ma tu "cudownego" przeniesienia akcji o setki kilometrów; widz może zaobserwować, jak podczas jego wędrówki zmienia się krajobraz, pory dnia, a nawet roku.

Wspomniany świat przedstawiony to największa siła filmu. Gandahar to kraina niby podobna do Ziemi, ale jednocześnie zupełnie inna. Istoty zamieszkujące Gandahar mają często znajomy wygląd, a jednocześnie pewne szczegóły znacznie różnią je od znanych nam zwierząt. Przy tym muszę zaznaczyć, że zarówno autor powieści, jak i reżyser filmu ukazali krainę jako świat idealny; tak właśnie mogłaby wyglądać Ziemia, gdyby ludzie żyli w pełnej harmonii z naturą. Doskonałym tego przykładem jest symboliczna pierwsza scena, gdzie widzimy wioskę Airelle: w pewnym momencie z ziemi wyrasta roślina, która owocuje... zwierzątkiem przypominającym pancernika, które to zwierzątko natychmiast bierze na ręce młoda kobieta i przystawia sobie do piersi. Wiele postaci jest nagich - i ta nagość zupełnie nie razi, jest czymś naturalnym w przedstawionym świecie. Gandahar jest bowiem w zamierzeniu twórców "rajem utraconym" - cudownym światem, w którym ludzie są piękni pod względem fizycznym i duchowym, nie mają się więc czego wstydzić.

W rajskiej krainie pojawiają się dwie skazy - symbole tego, jak niebezpieczne jest sprzeciwianie się prawom natury. Jedną z nich są wspomniane Transformery. Dzisiejszemu widzowi nazwa ta kojarzy się raczej z wielkimi robotami, ale ja słysząc to słowo, mam przed oczami spotworniałe ciała szorstkich w obyciu, ale szlachetnych i honorowych istot, które - świadome cielesnej ułomności - skryły się przed ludźmi obawiając się, że nikt nie będzie umiał ich zaakceptować. Drugą skazą w idealnym świecie są Ferroidy, a właściwie przewodzący im Metatron - połączenie mechanizmu i żywej istoty superinteligentny, ale pozbawiony emocji twór, który kierując się logiką, chce usunąć ze świata wszelki przejaw emocji i uczuć, a także wszystko to, co je reprezentuje. W czasach, kiedy powstał film (a wcześniej powieść) jasnym i oczywistym było ostrzeżenie przed zafascynowaniem techniką. Dzisiaj mogłoby się wydawać, że przesłanie filmu jest w tym miejscu nietrafione - problem Sztucznej Inteligencji jest jeszcze bardzo odległy. Jednak obok Metatrona są też Ferroidy - ponure, metalowe postacie, które chcą stworzyć świat zaskakująco trafnie pasujący do przerażających proroctw na temat świata, w którym zabraknie czystej wody, powietrza, lasów...

Dzisiaj dociera do mnie również inne przesłanie filmu, a mianowicie ta jego część, która dotyczy równości wszystkich bez względu na płeć, pochodzenie czy kolor skóry. W filmie pojawiają się ludzie biali, czarni, żółci, a także... niebiescy (ci żyjący nad wodą - pewnie jakieś przystosowanie). Sylvain jest szanowanym wojownikiem, jednak nie próbuje traktować z góry zakochanej w nim Airelle; przeciwnie: uważa ją za równoprawną partnerkę. Ta sama Airelle, prosta dziewczyna ze wsi, zachowuje się zupełnie swobodnie rozmawiając z władcami krainy, którzy uważnie jej słuchają. No i właśnie - bezpośrednią władzę nad Gandaharem sprawują kobiety. W czasach, gdy powstawała powieść, musiało to być szokujące. Dzisiaj nie ma w tym nic niezwykłego, niemniej wątek "równouprawnienia" w filmie jest nadal zauważalny.

Jeszcze parę słów o wykonaniu. Jakość animacji w "Gandaharze" jest bardzo wysoka. Ruchy postaci są płynne i naturalne. Film pod względem, jakby to rzec, anatomicznym, jest bardzo dokładny. Nie ma na przykład bardzo przeze mnie nielubianego chwytu polegającego na tym, że kiedy bohater rusza głową, to szyja pozostaje nieruchoma - przy skręcie głowy widać, jak pracują mięśnie szyi postaci. Niezłe są też efekty dźwiękowe - zwłaszcza armii maszerujących metalowych ludzi. Jedyne, co momentami psuje przyjemność oglądania, to niedopasowana melodia, nijak mająca się do tego, co się dzieje na ekranie.

W kategorii "dorosłych" animacji "Gandahar" zajmuje do dzisiaj wysokie miejsce w moim osobistym rankingu. Okazał się też zaskakująco ponadczasowy: poruszone w nim problemy - systematyczne niszczenie przyrody i beztroskie manipulacje kodem genetycznym - dzisiaj są aktualne bardziej, niż w czasach, gdy film powstał. To tylko jedna z przyczyn, dla których film gorąco polecam. Muszę tylko stanowczo podkreślić, że to nie jest film dla dzieci poniżej 12 lat! Nie ma scen, no cóż, łóżkowych (pomijając obnażone biusty pań), ale sama treść filmu dla dziecka byłaby po prostu niezrozumiała.

3 komentarze:

  1. Słyszałem o tym filmie nieraz, ale zawsze jakoś szybko zapominałem, a niesłusznie bo pełnometrażowych filmów dla dorosłych za dużo nie ma poza anime. To może być ciekawa odmiana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa, zapewniam.

      Usuń
    2. w latach 80 w dropsie nadawano serial francuski szagma albo zaginione światy oryginalnie les mondes... a wspominam o tym bo animacja była poniekąd podobna

      Usuń